ras dwa trzy pruba mikrofonu

13 grudnia 2014

ale tu naśmiecone….

Drastyczne zdjęcia ze Smoleńska

16 października 2012

No jak słyszę, że jakaś państwowa agencja próbuje „blokować” dostęp do tych zdjęć, to mogę tylko jedno zrobić, opublikować jeszcze jedną kopię działającego linku

http://pastebin.com/3TedWXCd

Złote żniwa: sąsiedzki trop

29 kwietnia 2012

 

 

skupujemy

  • Skup złota (także z zębami)

Trzy słowa o teologii

19 grudnia 2011

Jest taka teologiczna zasada, że jak Pan Bóg komuś daje jedną nogę krótszą, to drugą za to daje dłuższą – powiedział ks. Boniecki pytany [przez Monikę Olejnik] ”jak żyje się

dłuższego wolałbym chuja

Zdjęcie krzyża z sali obrad plenarnych Sejmu RP

9 listopada 2011

Boże, za coś Polskę

Tekst miesiąca

19 października 2011

znalazł się w dzisiejszej „Rzeczpospolitej” online.

http://www.rp.pl/artykul/161364,735468-Armia-skazana-na-Gazprom.html

Jeden megaherc (MHz) na tym satelicie kosztuje ok. 3 tys. dolarów [...] – mówi .Rz” osoba z branży telekomunikacyjnej.
Polscy żołnierze w Afganistanie potrzebują kilkanaście MHz miesięcznie.”

Megaherce na miesiąc? Co też ta nasza armia potrafi, no no… Na marginesie, do autora tego cacuszka mam pytanie: ile tygodniowo zużywa stopni Celsjusza?

Co wolno piosenkarzowi i któremu mniej

9 października 2011

Z wywiadu Danutu Grechuty dla Onetu (7 paź, 12:03, Paweł Piotrowicz), podkr. moje.

Marek miał wielkie poczucie humoru, osobowość niemalże kabaretową.

- Lubił się wygłupiać?

Bez przerwy. Uwielbiał parodiować innych, wcielał się w różne postaci i bez przerwy wszystkich wokół rozśmieszał. Jego popisowym numerem było udawanie kulawego. Ciągnął wtedy jedną nogę za sobą, co dawało przekomiczny efekt.

A tu z materiału PAP na temat wygłupów Adama Darskiego (opracowanego przez PG, 7 paź, 00:51). Skróty moje.

Na scenie pojawił się Darski udający duchownego, z przewieszoną na karku szarfą przypominającą stułę. Położył dłonie na głowach muzyków, zaś ci – „uzdrowieni” – wstali z wózków [inwalidzkich] i kontynuowali koncert. [Prezes TVP Juliusz] Braun napisał, że „prowokacyjne zachowanie, wykazujące brak poszanowania [...] dla choroby i kalectwa” uważa za niedopuszczalne. Poinformował, że zwrócił się o wyjaśnienia w tej sprawie do Darskiego, „uzależniając od treści tych wyjaśnień ewentualne dalsze decyzje”.

Panie Braun, wyluzuj pan, Grechutowej by się podobało, patrz wyżej, i pewnie wielu innym widzom też, co Pan taki nerwowy? Naprawdę chodzi o napiętnowanie wyśmiewania się z kalectwa? Nie. Szukasz pan uzupełniającej metody przywalenia Darskiemu. To panu powinno być wstyd za publiczne pieniądze się tak zachowywać, a nie Darskiemu za jego własne

O tym, co da się ludziom wmówić

27 września 2011

20 wrz, 09:49 Onet.pl, Maja Stasińska

W tamtych czasach nikt nam nie mówił, że usuwanie zygoty to mordowanie dzieci. Nie było podziemia aborcyjnego, kobiety nie czuły się jak zbrodniarki. Aborcję można było zrobić w bezpiecznych i godnych warunkach, bez poczucia winy. Nie tęsknię za komuną, szarzyzną i pustymi pułkami, ale myślę, że w pewnym sensie ludzie mieli więcej wolności niż dzisiaj. (ortografia cytatu zachowana, b.)

26.09.2011,  polskieradio.pl, Bartosz Chmielewski

Programem, który umożliwiał słuchaczom nagrywanie płyt z radia była siostrzana względem „Minimaxu” audycja „Mini-max – wydanie dla fonoamatorów”. Tuż przed prezentacją płyt Piotr Kaczkowski emitował specjalny sygnał umożliwiający wyregulowanie magnetofonów.
- To był wspaniały pomysł. To wtedy dla nas było coś zdumiewającego, że możemy być bliżej tego świata. Dzięki temu, że ktoś przywiózł płytę z zagranicy i wypożyczył nam na godzinę, tak że mogliśmy ją nagrać na taśmę i emitować w radiu. Jedna płyta kosztowała mniej więcej tyle, ile się zarabiało przez dwa tygodnie. Muzyka miała wielką wartość.– mówił w jednym z trójkowych wywiadów Piotr Kaczkowski.

Poligon demaskatorstwa

28 czerwca 2011

Takiej jazdy to jeszcze w tym popieprzonym kraju nie miałem.

Zaczęło się od tego, że na początku marca zamówiłem w pewnej firmie spoza Europy model samolotu do sklejania. Bardzo ciekawa maszyna w stylu retro, protoplasta współczesnych bombowców strategicznych. Samolot wszedł do produkcji w 1917 roku, a karierę zakończył wraz z demilitaryzacją Niemiec po I wojnie światowej, około roku 1920, kilkanaście lat przed dojściem Hitlera do władzy. Rozmaite ciekawostki na jego temat proponuję przeczytać na innych witrynach, bo nie mają w zasadzie związku z moją historią (za to wpisują się w historię polskiego lotnictwa). Klik w obrazek.

archiwalne zdjęcie samolotu Gotha G.IV

Paczka miała przejść przez granicę celną Unii, więc nie spodziewałem się szybkiej dostawy. Jednak po sześciu tygodniach oczekiwania zacząłem interweniować. Odsyłano mnie po kolei, z poczty do DHL-u, stamtąd z powrotem do działu importu poczty, dwa razy także do urzędu celnego na lotnisku we Frankfurcie. Paczka zaginęła. Wjechała na terytorium Niemiec i zniknęła, jak kamień w wodę. Złożyłem więc formalną reklamację u nadawcy, ale łyżka na to, niemożliwe, pomyślałem. Nie myliłem się.

W pierwszych dniach czerwca w papierowej korespondencji do mnie znalazło się wezwanie na przesłuchanie w wydziale policji kryminalnej w Monachium jako oskarżonego o używanie symboli zakazanych konstytucją. Według pisma zdarzenie to miało mieć miejsce we Frankfurcie w trzeciej dekadzie marca. Skojarzyłem sprawę z zaginioną paczką. Co miałem zrobić, zgłosiłem się u psów.

Przesłuchanie zaczęło się jak na amerykańskim filmie, od pouczenia o prawie do odmowy wyjaśnień i prawie do adwokata. Następnie przedstawiono mi zarzuty prokuratorskie z par. 86a niemieckiego kodeksu karnego, około 60 stron akt z kolorowymi wydrukami zdjęć formatu A4, protokołami zajęcia przesyłki i całą biurokratyczną fasadą. Głównym dowodem w sprawie jest arkusz kalkomanii przedstawiony na obrazku poniżej (reprodukcja za zgodą producenta modelu).

kalkomania z dwiema swastykami

Zdjęcie zdecydowałem się zniekształcić, żeby uniknąć następnych kłopotów, oryginał jest podlinkowany tutaj. Kto się nie domyśla: poszło o te dwie swastyki w połowie wysokości obrazka. Do tego kilka mniejszych swastyk na ilustrowanej instrukcji naklejania kalkomanii. Ręce mi opadły. Tłumaczenie, że historia samolotu nie miała niczego wspólnego z nazizmem, nie zostało przyjęte. Mam założoną sprawę karną z urzędu, bo prokurator widzi wydrukowane na papierze symbole organizacji zakazanych konstytucją, a takich wizerunków na teren Niemiec wwozić nie wolno. Teoretycznie mógłby mieć rację. Podczas poszukiwania pomocy prawnej natknąłem się na wydany przez niemiecką policję katalog zakazanych znaków, przyśpiewek, zabaw i pozdrowień.

Na 11 stronie na dole napisane jest wyraźnie: przypadki szczególne – „swastyki na modelach samolotów znajdujących się w handlu zabronione dla wyeliminowania z przestrzeni publicznej”. Jednak model sprowadzałem do prywatnego użytku, który, jak zresztą potwierdzili przesłuchujący mnie policjanci, nie jest zabroniony. Pocieszyli mnie też, że większość podobnych spraw kończy sie umorzeniem, jednak szanse na to, że zobaczę jeszcze mój wart kilkaset złotych przedmiot są nikłe, gdyż najprawdopodobniej zostanie skonfiskowany i zniszczony.

Trochę mnie boli kompletne, takie po prusacku bezmyślne  ignorowanie kontekstu przy rozpętywaniu całej tej afery i czuję się nieco upodlony – pewnie przez jakiegoś cholernego nadgorliwca z Frankfurtu. Może leczy moim kosztem niemieckie kompleksy? Może nie lubi Polaków? Moje imię i nazwisko nie pozostawia wątpliwości co do pochodzenia narodowego. A może po prostu chciał się wykazać w statystyce wykrywania groźnych przestępstw przeciw konstytucji? Niezależnie od przyczyny, kolejny to znak, że Niemcy zdecydowanie nie stanowią dla mnie komfortowego środowiska. A dodatkowo piękny przykład na to, jaką głupotą może być prawne usankcjonowanie jakiegoś arbitralnego zakazu, ot tak po prostu

Przepisowy spokój

13 czerwca 2011

Coś a propos „wypoczynku bez dzieci”. Reporterzy Trójki poszukiwali kilka dni temu ofert biur podróży skierowanych wyłącznie do dorosłych. Przepytywali też potencjalnych klientów, w tym pewnego pana, który (słusznie?) żalił się na brak warunków dla godziwego wypoczynku w hotelu, w którym dzieci „tupią, wrzeszczą i nieustannie nawołują rodziców”, cytuję z pamięci. Ostatecznie autorzy reportażu nie znaleźli poszukiwanego „produktu” wśród ofert krajowych biur podróży. A tymczasem, oaza spokoju już niedługo powstanie tuż za naszą zachodnią granicą.

„Hałasujące dzieci nie będą już stanowiły w Bawarii zakłócenia spokoju – nawet w gęsto zaludnionych osiedlach. Taki zapis prawny chcą przeprowadzić przez bawarski parlament krajowy jednomyślnie wszystkie partie polityczne. Niezgodności w poglądach występują w sprawie młodzieży przebywającej na boiskach i w skate-parkach”

- radośnie komunikuje lokalna gazeta.

Zaprawdę podziwu godna wiara w sprawczą moc przepisu jest